
Dla niewtajemniczonych
W Lair szemrany jegomość chce udowodnić istnienie sił nadprzyrodzonych i w ten sposób oczyścić swojego kumpla z zarzutu morderstwa. Traf chciał, że wabi do siebie rozbitą rodzinę, która mierzy się już z własnymi demonami.
DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.
Garść wrażeń
Zacznijmy od tego, że horrory strasznie lubię i zapewne jestem w stanie im całkiem sporo wybaczyć… bo zwyczajnie z góry nastawiam się, że będą kiepskie. I najczęściej się nie mylę.
A jak jeszcze przychodzi do jakiejś opowieści z cyklu „w tym miejscu straszy i zapewne dzieje się coś bardzo niedobrego, bo coś tam”… no to umówmy się, że raczej wielkiego szoku zazwyczaj nie będzie 😃
Tutaj natomiast mimo wszystko udało się sprawić, że nieco szerzej otworzyłem oczy. Ale po kolei.

Muszę przyznać, że głównym postaciom nie brakuje wyrazistości. Wszyscy są „jacyś”, o nikim nie powiem, że to postać z papieru, nijaka, bez żadnej głębi czy charakterystycznych cech. No i wszyscy tu mają swoje problemy, często większe niż mniejsze, co tylko pomaga budować napięcie.
Jeśli chodzi o scenariusz Lair… cóż… Są pewne głupoty (jak chociażby bieganie za lalką czy dość bierna próba ingerencji w łażenie po rozbitym szkle), czasem pojawią się krindżowe dialogi. Nie brak też wątków kompletnie niezrozumiałych i można odnieść wrażenie, że nawet twórca nie bardzo miał dla nich uzasadnienie, tylko po prostu chciał sobie wstawić patent X i już – chociaż oczywiście zawsze można użyć wygodnej wymówki w stylu „to tak celowo, żeby były niedopowiedzenia, a reszta okaże się w kontynuacji, którą na pewno kiedyś zrobię”.
Ale przy tym wszystkim udało się zachować dość niepokojący klimat, a to dla mnie w sumie chyba najistotniejszy aspekt.
A poza tym aktorsko jest naprawdę nieźle i dość przekonująco – wspominałem, że nasze postaci zmagają się z wewnętrznymi demonami i totalnie to widać.
I Anya Newall moim skromnym zdaniem ma papiery na niezłą karierę.

No i widziałem, że w recenzjach dość mocno hejtowany jest patent, który akurat dla mnie był jednym z ciekawszych. Nie zamierzam za wiele zdradzać, ale napiszę tylko, że w pewnym momencie fabuły następuje nagły skok w przód i od razu widzimy, co się stało, a dopiero potem na podstawie nagrań dowiadujemy się w jaki sposób. Kompletnie się tego nie spodziewałem i czaję, że dla niektórych to może być wada, ale u mnie akurat trąciło właściwą strunę. I nie wiem, czy to nie był właśnie ten element, który przeważył przy ocenie końcowej.
Bo Lair to żadne dzieło, ale miałem tyle frajdy, że ciężko mi dać notę niższą, po prostu.
Btw, miała być tradycyjna „Strefa GIF-a”, ale film jest tak niszowy, że nie znalazłem żadnych materiałów. Ani jednego.
Zdjęcia pochodzą z IMDb oraz Vague Visages.





