Kronika Geeka

Star Trek: Strange New Worlds (S01)

Czy najnowszy „Trek” przełamuje passę ostatnich historycznie złych produkcji w historycznie ważnej franczyzie – przekraczającej bariery standardów determinujących, co wypada pokazać na srebrnym ekranie, gdzie słowa tną mocniej niż fazery, a nasza lokalna cywilizacja osiągnęła utopię?

 

Dla niewtajemniczonych

Star Trek: Strange New Worlds to pierwszy serial od Star Trek: Enterprise korzystający z formuły, która uczyniła tę serię ponadczasową — grupa oficerów międzygwiezdnego statku w każdym odcinku zmaga się z nowymi wyzwaniami, które stawia im eksploracja jeszcze nie do końca poznanej galaktyki. Ich inteligencja, spryt, ale też zdolności dyplomatyczne i nieskazitelna moralność będą konieczne, aby stawić czoła wrogim cywilizacjom, niezbadanym fenomenom czy różnicom w postrzeganiu świata przez inne istoty rozumne.

DALEJ MOGĄ MIESZKAĆ SPOILERY. ŻEBY NIE BYŁO.

Garść wrażeń

Space, the final frontier. These are the voyages of the starship Enterprise. Its five-year mission: to explore strange new worlds, to seek out new life and new civilizations, to boldly go where no one has gone before.

Uff. To była moja pierwsza reakcja po obejrzeniu pilota serialu. Pilota, który pojawił się nieco ponad dwa miesiące od ataku Rosji na Ukrainę. Nie będę wchodził w szczegóły ani jednego, ani drugiego wydarzenia, ale to, o czym mówił ten kluczowy odcinek serii, i w jaki sposób, wzruszyło mnie i nie wiem, czy nie przekonało z góry do całej serii. Ale kiedy emocje opadły, pozostały myśli skupione wokół tak niskiej jakości ostatnich produkcji w uniwersum Zjednoczonej Federacji Planet i kapitanów Archera, Kirka, Picarda, Sisko i kapitan Janeway. Ale kolejny odcinek i potem następne udowodniły, że nie — nie będzie to ponowna próba redefiniowania formuły trekowskiej. I o lepszy start nie można chyba było prosić.

Widok z mostka na planetę spowitą mgławicą

Serial ma swój dominujący wątek fabularny, który skupia się wokół samego kapitana — Christophera Pike’a (tym razem obsadzonego charyzmatycznym Ansonem Mountem) — i kanonicznego punktu krytycznego w jego życiu. Każdy odcinek opowiada jednak własną historię, a sezon pierwszy z przemyślaną równowagą daje okazję wykazać się wszystkim oficerom mostka. Specjalnie podkreślam również zgodność z kanonem, ponieważ nowa formuła Strange New Worlds (odtąd SNW) to chyba najbardziej udana próba pogodzenia wydarzeń z The Original Series, JJ-verse’owych rewelacji oraz wydarzeń ze Star Trek: Discovery. Nowa formuła SNW, albo stara ale jara? Nie mogę jednak do końca powiedzieć, że jest to powrót do klasycznego Treka.

SNW jest kompromisem między wizją Roddenberriego, a erą platform streamingowych i sequelozy, a co za tym idzie — focusgrupowanej checklisty. Nie możemy mieć tego, co podbiło serca widzów i zmieniło oblicze telewizji w 1966, a potem utwierdziło się po przejęciu pałeczki flagowego statku Federacji przez Jean-Luca Picarda. Ale przynajmniej nie musimy już mieć dystopijnego Discovery i eksperymentu produkcyjnego, którym okazał się Picard, a którego wersją beta nawet nazwać nie można. Jean-Luc był wybitnym geniuszem sztuki kapitańskiej, i osobiście nazywałem go Jezusem dla ateistów, ale Patrick Stewart — jego aktor — jako producent prawdopodobnie zrujnował potencjał powrotu legendy Federacji.

USS Enterprise w SNW to druga iteracja pioniera Gwiezdnej Floty — po prototypowym NX-01 Archera, ale przed przejęciem sterów właściwego NCC-1701 przez Kirka. Chronologicznie jest więc równoległy do Discovery, jest sequelem do Enterprise i prequelem dla TOS (Oryginalnej Serii). Jeśli to zdanie było dla Ciebie bełkotem, to właśnie tak karkołomne zadanie wstrzelenia się między nie tylko 2 różne ery, ale aż 3 różne interpretacje tego, czym jest Star Trek, wzięli na siebie twórcy SNW — i, kurka, dowieźli!

Mamy tutaj typowe konflikty kilkuset istot stłumionych w ciasnych korytarzach tych kapsuł życia w próżni międzygwiezdnej przestrzeni, jakimi są eksploracyjne statki Federacji. Te relacje bardziej przypominają pełną dramy formułę nowoczesnego Treka pokroju Discovery. Ale mamy również takie cuda jak Królestwo Elizejskie (The Elysian Kingdom), kiedy to w ósmym odcinku nasi główni bohaterowie paradują po tych samych korytarzach z łukami, mieczami i w tunikach prosto ze średniowiecznego fantasy. Mamy spajającą całość historię Pike’a, ale mamy też indywidualne przygody, czasem skupione na zapoznaniu widzów z głównymi oficerami, a czasem wynikające po prostu z przypadkowych przygód załogi dumy Gwiezdnej Floty eksplorującej nieznane.

A sama załoga? Są postaci, których nazwiska już znamy, a tutaj mamy okazję poznać początki ich kariery w Gwiezdnej Flocie. Są również oryginalni bohaterowie i bohaterki, a decyzje scenarzystów dają wyraźny sygnał, że niektóre stanowiska na pokładzie Enterprise’a doczekają się kilku reprezentantów. Sam kapitan, jak cała seria, bierze co dobre z Jamesa T. Kirka czy Picarda, jak i dodaje coś od siebie. Dobry kapitan to być albo nie być serialu Star Treka i Pike jest tutaj powodem do inspiracji, a nie boi się również rozbroić sytuacji humorem. #mój_kapitan

 

Podobnie jak pozostałe seriale Star Treka, SNW bierze na cel konkretne nemezys Federacji. I tak jak Klingoni w TOS, Dominium w Deep Space 9, Borg w Voyagerze, tak w przypadku załogi USS Enterprise dowodzonego przez Pike’a mamy kolejną grupę, której nie podoba się utopijna ludzkość, która obok pozostałych pokojowo nastawionych ras, próbuje zsocjalizować Drogę Mleczną. Jacy konkretnie są to złole, pozostawię Waszej ciekawości. Przewijają się dwie wrogie rasy i obie spowite są mrokiem tajemnicy w dotychczasowych produkcjach tej franczyzy, co definiuje klimat serialu i utwierdza w przekonaniu, że doszło w tym produkcie do myślenia wśród twórców.

 

Ciekawi więc oraz inspiruje, budzi nostalgię, ale nie odstaje od współczesnych produkcji w budowaniu napięcia czy więzi emocjonalnych z głównymi postaciami, do których to przecież najchętniej wracamy, decydując się kontynuować serial, podchodząc do kolejnych odcinków i sezonów. Tutaj drugim cieszyć będziemy się mogli już w przyszłym roku, a trzeci ponoć rozpoczyna preprodukcję. Sprzedał się ten nasz SNW i to dobrze, że tak się stało. Udany kompromis między nostalgią fanów a wymogami współczesnych inwestorów, ale też nowego pokolenia widzów — to nie było łatwe zadanie, a tę misję załoga Pike’a wykonała akurat na medal.

 

Strefa GIF-a

 

 

 

 

 

Zdjęcia pochodzą z IMDb, GIF-y zaś ze skarbnicy GIPHY.

+1
3
+1
1
+1
1
+1
2
+1
2
+1
0
+1
1