
Destinies oferuje nam planszową, fabularną kampanię mocno wspomaganą aplikacją. Gracze (w liczbie od 1 do 3) wcielają się w kolejnych bohaterów głęboko niepokojącej serii wydarzeń toczących się w mrocznym, średniowiecznym świecie.
Wydawca: Lucky Duck Games
Projektanci: Michał Gołębiowski, Filip Miłuński
Kategorie: rywalizacyjna, kampania, scenariusze, z apką, fantasy, narracyjna, losowa, ameri, z figurkami, w stylu RPG, 1-3 graczy
Przebieg rozgrywki
Podstawka Destinies zawiera 5 scenariuszy, z których każdy przejdziemy jeden raz. Do gry potrzebujemy darmowej aplikacji, która na początku każdego scenariusza przeprowadzi nas przez wybór i konfigurację postaci. Następnie lektor odczyta intro fabularne, a aplikacja wyświetli początkową konfigurację mapy. Kafelki rozłożone, jedziem z koksem!

Na początek warto zapoznać się ze swoją postacią. Każdy bohater ma własną historię, mocne i słabe strony, a także ukryte cele, czyli tytułowe przeznaczenie (w dwóch wariantach). Ale nie przywiązujmy się zbytnio: czy w naszym klimacie, czy rozczarowująca – postać zostanie z nami tylko na tę jedną rozgrywkę.
Ruch gracza jest prosty i dość liniowy. Najpierw wybieramy kafelek, na którym chcemy się znaleźć w tej rundzie, i wskazujemy go w aplikacji. Następnie w ten sam sposób aktywujemy NPC-ów i lokalizacje. Podczas interakcji aplikacja wyświetla nam dialogi i testy, które odblokowują postęp scenariusza. Standardowo po jednej pełnej interakcji tura gracza dobiega końca.
Niuanse mechaniki
Zdawanie testów polega głównie na turlaniu kośćmi, a podczas rozgrywki zdobywamy także przedmioty, które w bardzo talizmanowym stylu ułatwiają nam kolejne zadania.
Banał? Nie do końca. Na karcie postaci znajdują się trzy tory umiejętności, a na każdym torze – trzy lub cztery znaczniki, wskazujące na wartości potrzebne do pomyślnego ukończenia próby.
W trakcie rozgrywki wartości te niejednokrotnie się zmienią. Co ciekawe, poprawę statystyk postaci prawie zawsze gwarantuje… oblanie testu, co ostatecznie zapewnia możliwość zakończenia, choć niekoniecznie wygrania, scenariusza. 🙂
Losowość:
Mamy niezaprzeczalny wpływ na losy i sukces naszej postaci, ale nie ma tu się co nastawiać na długofalowe planowanie. Będzie go wyraźnie mniej niż w Gloomhaven czy Tainted Grailu, ale z pewnością więcej niż w Magii i mieczu.
Rywalizacja:
Teoretycznie w Destinies rywalizujemy cały czas – na początku eksplorując planszę, potem starając się jak najszybciej wypełnić swoje przeznaczenie. Praktycznie jednak nie ma tu możliwości bezpośredniego starcia z innymi graczami: każde z nas krząta się po okolicy, próbując jak najsprawniej zakończyć przydzielone nam zadania i ewentualnie przeszkodzić innym.
Klimat:
Gęsty jak na grę planszową – fabuła i fabularność grają tu pierwsze skrzypce. Narracyjne wstępy są rozbudowane, a oprawa graficzna dopasowana do całości. Twórcy gry zadbali nawet o dostarczenie ścieżki dźwiękowej odtwarzanej z aplikacji. Nie znajdziemy tu natomiast RPG-owej przestrzeni na odgrywanie ról – przy tajnych celach postaci jest to niemal niewykonalne.
Garść wrażeń
Gra niby przyjemna dla oka, ale nie w każdym sensie. Część komponentów prezentuje się bardzo dobrze (planszetki postaci, żetony, karty), a do części mam drobne zastrzeżenia. Największym problemem są wybory designerskie, które sprawiają, że przy przyzwoitym wzroku i tak dobrze byłoby grać z lupą – część zastosowanych fontów, choć ma ładny krój, bywa nieczytelna (podaj mi przedmiot 103… nie, 105!), a większość figurek jest niewiele większych od paznokcia dorosłego człowieka. Przez te lilipucie pomysły projektantów zdarzało nam się przemieszczać niewłaściwą postać na planszy i potem żmudnie odtwarzać faktyczny przebieg zdarzeń i lokalizację bohatera bądź NPC-a.

Apka chodzi płynnie i ma intuicyjny interfejs. Mechanizm działania jest podobny jak w Podróżach przez Śródziemie: w aplikacji generują się kolejne fragmenty mapy i testy, a od czasu do czasu musimy odczytać grupie na głos spory kawałek tekstu. Dodatkową formą interakcji z apką jest skanowanie kodów QR z kart, które zgromadziła nasza postać.
Wersja nieprzetłumaczona (dodatek Sea and Sand) zapewniła nam heheszki, nakazując czynności takie, jak „Take a miecz” i „Gain Koń”. Raczej niecelowo, gdyż…
Nie ma tu śmieszkowania! Fabuła Destinies jest dość mroczna i przedstawia kolejne fazy końca pewnej epoki. Jestem cyniczną typiarą i ten stuprocentowo sieriozny klimacik średniowiecznego moralitetu to nie moja bajka, ale pisarsko wypada to nieźle. W mojej skali gra deklasuje takie hity narracyjne, jak Moje miasto, Podróże przez Śródziemie czy nawet Gloomhaven, ale nie osiąga poziomu Tainted Graila ani Dylematów króla. Czyli przyzwoicie. Na podobnie solidnym, szalenie poważnym i bezjajecznym poziomie stoją tu dialogi, elegancko umajone archaizmami.
Mechanicznie ta gra jest fajna na swój talizmanowaty sposób, bo się człowiek specjalnie nie umęczy w piątkowy wieczór po robocie, ale za to trudno poczuć konkretną satysfakcję z wygranej. Rodzicami sukcesu są szczęście i uważne śledzenie odkryć pozostałych graczy.
Skoro już przy tym jesteśmy: interakcja między graczami jest słaba. Każdy biega po planszy, gada z NPC-ami i odhacza kolejne zadania. Niektóre zadania ukończone przez jednego gracza stają się niedostępne dla pozostałych i to tyle. Jeśli współgracz/ka akurat nie ma weny prezentować zdolności aktorskich przy czytaniu interakcji, zdarza się podczas cudzej tury odpłynąć do krainy znudzenia i nieuwagi.

Podsumowując: przyjemna sprawa; chciało nam się ukończyć kampanię i chciało nam się sięgnąć po dodatek Sea and Sand, o czym być może w następnym odcinku. A Przeznaczeniom przyznaję zasłużone:
Zdjęcia dzięki uprzejmości kot_boardowy oraz ze strony wydawcy





